Rodowód jest chyba najczęściej przecenianym dokumentem w całym procesie kupowania kota. Zbyt często traktujemy go jak certyfikat jakości czy gwarancję: skoro jest oficjalny druk, to kot na pewno jest zdrowy, świetnie odchowany i pochodzi z porządnego miejsca. Tymczasem rodowód nie stanowi ani medycznej gwarancji zdrowia, ani certyfikatu doskonałej socjalizacji.

Zaświadcza on wyłącznie o pochodzeniu zwierzęcia i o przynależności hodowcy — mówi o tym, kto zarejestrował to kocię i w jakiej konkretnie organizacji. To bardzo dużo, ale to zupełnie coś innego niż obietnica braku problemów behawioralnych czy chorób.

Warto to dobrze zrozumieć, zanim w ogóle pojedziemy do jakiejkolwiek hodowli, bo rodowód jest jedyną rzeczą w całym tym procesie, którą można sprawdzić w stu procentach obiektywnie. Cała reszta — dobre wrażenie z wizyty, nasza sympatia do hodowcy, uroczy wygląd kociąt — jest miękka i bywa zawodna. Dokument ma swoją konkretną treść i konkretne wymogi, a te są rygorystycznie spisane i publicznie dostępne.

Krajobraz felinologiczny w Polsce, czyli kto jest kim

Zanim przejdziemy do tego, jak czytać sam dokument, musimy ustalić jedną absolutnie kluczową rzecz: organizacje felinologiczne w Polsce dzielą się na te uznawane na całym świecie oraz te, które powstały w dużej mierze po to, by omijać przepisy.

Na świecie funkcjonuje World Cat Congress (WCC) — międzynarodowe porozumienie zrzeszające największe, historyczne federacje. W Polsce głównym graczem należącym do WCC (poprzez międzynarodową federację FIFe) jest Polska Federacja Felinologiczna Felis Polonia (FPL). Oprócz niej mamy też legalne, międzynarodowe kluby podlegające pod inne wielkie zrzeszenia, takie jak WCF (World Cat Federation) czy amerykańska TICA. Rodowody wystawione w tych systemach dają pewność, że kot ma udokumentowane pochodzenie w globalnych, połączonych bazach danych, a sam hodowca podlega ścisłym regulaminom — dotyczącym na przykład minimalnego wieku wydawanych kociąt, dobrostanu kotek czy limitów miotów. W FIFe kotka nie może mieć więcej niż dwa mioty w dwunastu miesiącach i najwyżej trzy w ciągu dwudziestu czterech.

Z drugiej strony mamy szarą strefę. Ustawą z 16 września 2011 roku, obowiązującą od 1 stycznia 2012, zakazano rozmnażania psów i kotów w celach handlowych — z wyjątkiem hodowli zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach — oraz obrotu psami i kotami poza miejscem ich chowu lub hodowli. W odpowiedzi na to prawo masowo zaczęły powstawać lokalne, prywatne stowarzyszenia miłośników zwierząt. Działają one całkowicie poza międzynarodowym systemem. Zrzucają się na pieczątkę, tworzą własne, często bardzo łagodne zasady i same drukują własne rodowody.

Prawdziwy rodowód (FIFe, WCF, TICA) sam w sobie nie zawiera wyników badań zdrowotnych, ale daje Ci rzeczywiste, namierzalne dane przodków. Dzięki nim możesz wejść w niezależne, międzynarodowe bazy danych (np. PawPeds) i sprawdzić historię danej linii pod kątem chorób genetycznych. Dokument wystawiony przez prywatny, fikcyjny twór podaje zmyślone lub niemożliwe do zweryfikowania dane przodków, co całkowicie odcina Cię od wiedzy o historii genetycznej i zdrowotnej kota. Dlatego to, jaka organizacja widnieje na górze dokumentu, jest fundamentem, na którym opiera się cała reszta.

Co musi się znaleźć na rodowodzie

Zacznijmy od podstaw: rodowód wystawia organizacja felinologiczna, a nie sam hodowca. Hodowca jedynie do niej należy i wnioskuje o wydanie dokumentu; absolutnie sam go nie drukuje na domowym sprzęcie. Reguła jest tu zresztą bardzo ostra: związek zrzeszony na przykład w międzynarodowej federacji FIFe może wystawiać rodowody wyłącznie kotom należącym do swoich członków — nie wolno mu wystawić rodowodu osobie z zewnątrz.

Rodowód wystawiony przez członka FIFe musi bezwzględnie posiadać logo federacji i pełną nazwę wystawiającego związku na tej samej stronie, na której wypisane są dane kota i jego przodków. Musi być także podpisany i autoryzowany. Jeżeli brakuje choćby jednego z tych elementów, to nie jest to rodowód FIFe — niezależnie od tego, jak pięknie i kolorowo wygląda.

O samym kociaku dokument musi zawierać następujące informacje:

  • Pełne imię z przydomkiem hodowlanym wraz z tytułami, jeśli kot zdążył je zdobyć. U kocięcia rubryka tytułów jest po prostu pusta — wystawy ma dopiero przed sobą, więc tytuły realnie zobaczysz w rubrykach rodziców i dalszych przodków.
  • Datę urodzenia i płeć.
  • Bieżący numer rejestracyjny — czyli unikalny, niepowtarzalny numer samego rodowodu w księdze danej organizacji. Ten numer ma ustaloną budowę: kod kraju, skrót związku, oznaczenie księgi i liczba. „PL FPL LO 1234” znaczy więc: Polska, Felis Polonia, księga główna. Wrócę do tego za chwilę, bo z samego numeru odczytasz więcej, niż się wydaje.
  • Osobny numer identyfikacyjny — czyli po prostu ciąg cyfr z podskórnego mikroczipa. To ważne: numer rodowodu i numer mikroczipa to dwie zupełnie inne rzeczy!
  • Kod EMS, czyli skrót literowy odpowiedni dla rasy oraz cyfrowy zapis koloru i wzoru.
  • Imię i nazwisko hodowcy.
  • Drzewo genealogiczne pokazujące pełne cztery pokolenia przodków wstecz.
  • Współczynnik inbredu (IC). Polska Felis Polonia drukuje procentową wartość współczynnika inbredu, czyli stopnia spokrewnienia, bezpośrednio na dokumencie — zazwyczaj w prawym górnym rogu. To fantastyczne narzędzie, dzięki któremu nie musimy liczyć tego na własną rękę.

Adnotacja, która może się pojawić: zakaz hodowlany

Regulamin przewiduje wpis, o którym mało kto mówi kupującym. Kot z wadą wrodzoną — na przykład z deformacją łap czy nieprawidłową liczbą palców — nie może być sprzedany jako kot hodowlany, a hodowca ma obowiązek wystąpić do swojego związku o umieszczenie na rodowodzie adnotacji o zakazie hodowlanym („breeding restriction”).

Jeśli więc zobaczysz taki zapis, nie oznacza on, że kot jest chory czy gorszy jako towarzysz. Oznacza, że nie wolno go rozmnażać — i że hodowca zachował się uczciwie, zgłaszając to do klubu. Gorzej, jeśli takiej adnotacji nie ma tam, gdzie być powinna.

Cztery pokolenia to rodzice, dziadkowie, pradziadkowie i prapradziadkowie. Zakres wymaganych danych maleje wraz z każdym kolejnym pokoleniem, ale nigdy nie znika całkowicie. Przy rodzicach muszą widnieć imiona i tytuły wystawowe, pełne oryginalne numery rejestracyjne (koniecznie ze wskazaniem organizacji, która wydała ich rodowód), kod EMS oraz numery ich mikroczipów. Przy dziadkach i pradziadkach wymagane są imiona, tytuły, numery z organizacją i kod EMS. Z kolei przy prapradziadkach wystarczą już same imiona, ewentualne tytuły i kod EMS.

Dlaczego numer rejestracyjny z podaną nazwą organizacji jest u przodków tak ważny? To szczegół, który najłatwiej przeoczyć w emocjach, a który mówi najwięcej. Sam numer rodowodu przodka, bez informacji, kto go wydał, to tylko pusty ciąg znaków. Dopiero z nazwą organizacji jesteśmy w stanie cokolwiek zweryfikować — i dopiero wtedy widać, czy wszyscy przodkowie pochodzą z uznawanego na świecie systemu rejestracyjnego, czy też ktoś po drodze zapisał w swoim systemie kota pochodzącego z nieznanego źródła.

Policz dietę dla swojego kota Kalkulator BARFOtwórz kalkulator

Księga główna (LO) a księga wstępna (RIEX)

Kot trafia do głównej księgi rodowodowej (LO — Livre d'Origine) wtedy, gdy spełnia cztery warunki naraz: należy do rasy w pełni uznanej przez FIFe, ma w pełni uznaną odmianę barwną, ma za sobą co najmniej trzy pokolenia czystej hodowli i ma komplet danych wymaganych na rodowodzie. Warto te liczby rozdzielić, bo łatwo je pomylić: cztery pokolenia to wymóg wydruku rodowodu, a trzy pokolenia czystej hodowli to warunek wpisu do księgi głównej.

Czasami jednak na rodowodzie pojawia się zapis o księdze RIEX (Registre Initial et Experimental). I tu wraca sprawa numeru rejestracyjnego: w numerze zamiast „LO” stoi wtedy „RX”. Nie musisz więc szukać żadnej adnotacji ani pytać — księgę odczytasz wprost z numeru kota i z numerów jego przodków.

Kiedy kot trafia do RIEX? Brakujące dane jakiegoś pradziadka to tylko jeden z powodów — regulamin mówi wprost, że jeśli brakuje wymaganego minimum informacji o którymkolwiek przodku, kot musi zostać wpisany do RIEX. Do tej księgi trafiają również koty pochodzące z oficjalnych, celowych krzyżówek międzyrasowych (tzw. outcross, np. dla wzbogacenia puli genetycznej rasy), koty o nowym, nieuznanym jeszcze w pełni kolorze u danej rasy, a także koty wprowadzane z tak zwanej klasy nowicjatu.

Wpis do RIEX absolutnie nie oznacza, że kot jest gorszy, chory czy nie-rasowy. Jest to jednak dla nas informacja, że nad tą konkretną linią wciąż trwają prace hodowlane — stąd słowo „eksperymentalna”. Warto po prostu zapytać hodowcę, z jakiego powodu jego koty znalazły się w tej, a nie innej księdze.

Dwie rzeczy z regulaminu warto przy tej okazji znać, bo obie chronią kupującego. Po pierwsze: kota nie wolno przenieść do RIEX ani uznać za niezdatnego do hodowli tylko dlatego, że nie zdobył tytułów na wystawach. Brak wystaw nie jest powodem do niczego. Po drugie, i to jest ważne przy kotach sprowadzanych: kot przywieziony z rodowodem organizacji spoza FIFe, który nie spełnia wymagań księgi głównej, trafia do RIEX i nie może zostać przeniesiony do LO. O tym, czy zagraniczna organizacja jest w ogóle wiarygodna, decyduje klub przyjmujący. Innymi słowy dokument z podejrzanego źródła nie da się po drodze „wyprać” na pełnoprawny rodowód.

Kod EMS, czyli szyfr, który wcale nim nie jest

Na rodowodzie widnieje często zapis w stylu NEM n 09 21, co na pierwszy rzut oka wygląda jak numer części w katalogu. W rzeczywistości to bardzo prosty system zapisu, ułożony według stałego, logicznego klucza. FIFe nazywa go EMS — Easy Mind System. Nie jest to system genetyczny, tylko czysto opisowy, a przy odrobinie wprawy czyta się go równie płynnie co język ojczysty.

Klucz jest następujący: wielkie litery to zawsze skrót rasy, mała litera oznacza podstawowy kolor, a kolejne liczby określają ilość bieli, wzór na sierści i barwę oczu.

Rasy, które są mi najbliższe z czasów mojej hodowli, to SIB (kot syberyjski) oraz NEM (neva masquerade — czyli syberyjski z genem point, dającym maskę i ciemniejsze łapki).

Podstawowe kolory to między innymi:

  • n — czarny (przy czym u kotów z maską, takich jak neva, ten kolor określa się z angielskiego jako seal, czyli ciemnobrązowy/foczy, ale kod literowy pozostaje ten sam)
  • a — niebieski
  • d — rudy
  • e — kremowy
  • f — czarny szylkret
  • w — całkowicie biały

Do tego dochodzą litery modyfikujące, takie jak s (srebro) czy y (złoto).

Liczby czytamy grupami. Pierwsza grupa mówi o ilości bieli: 03 to bicolor, a 09 to dowolna inna, nieokreślona ilość bieli — w praktyce najczęściej niewielka, na przykład białe paluszki czy mały krawacik. Druga określa wzór pręgowania: 21 to pręgowanie nieokreślone, 22 wzór marmurkowy, 23 tygrysi, a 24 cętkowany.

Ostatnia liczba dotyczy koloru oczu (61 to ciemnoniebieskie, a 64 zielone). Warto jednak wiedzieć, że tę liczbę pomija się, jeśli dana rasa ma przypisany kolor oczu ze względu na umaszczenie. Wszystkie koty neva masquerade mają z definicji oczy niebieskie, więc na ich rodowodach nie pisze się już liczby 61. Kod oczu musi pojawić się za to między innymi u syberyjczyków całkowicie białych, u których oczy mogą być różnokolorowe, niebieskie czy zielone.

Wróćmy zatem do naszego przykładu NEM n 09 21. Czytamy to bez zająknięcia: neva masquerade, kolor ciemnobrązowy (seal), niewielka ilość bieli, wzór pręgowany, a oczy siłą rzeczy niebieskie. Piętnaście sekund i dokładnie wiesz, jakiego kota masz przed oczami.

Jeszcze jedna rzecz, która potrafi zaskoczyć: nawias. Zapis w rodzaju SIB nu (n) albo BSH du 22 (d 22) nie jest błędem drukarskim. Jeśli wygląd kota różni się od tego, co ma w genach, regulamin nakazuje zapisać jedno i drugie — genotyp normalnie, a fenotyp, czyli to, co widać, w nawiasie. Kot z takiego zapisu jest opisany podwójnie: jak wygląda i co nosi. Na wystawach ocenia się go zawsze według wyglądu, czyli tego, co stoi w nawiasie.

Świeża zmiana, o której warto wiedzieć: corin

Kod u, oznaczający kolor corin, FIFe przydzieliła pod koniec 2024 roku — początkowo dla odmiany nieuznanej. Od 1 czerwca 2025 corin był u kotów syberyjskich i neva masquerade odmianą wstępnie uznaną, a od 1 lipca 2026 jest odmianą w pełni uznaną; wtedy też w regulaminie hodowlanym pojawił się osobny paragraf 5.1.2.4 poświęcony temu kodowi.

To dokładnie ten kolor, który hodowcy od lat nazywali potocznie sunshine: ciepłe, słoneczne złoto z charakterystycznym różowym noskiem pozbawionym ciemnej obwódki. Nazwa pochodzi od genu CORIN, którego wariant u kotów syberyjskich opisali francuscy genetycy w 2021 roku. Zanim wprowadzono kod u, koty te przez lata przypisywano do innych kategorii — najczęściej jako złote (ny) — co wywoływało ogromne zamieszanie hodowlane.

Najważniejsze dla kupującego: kodu u nie przyznaje się „na oko”. FIFe wymaga, żeby kot był genetycznie potwierdzony testem DNA, a kod stosuje się wyłącznie z odmianami agouti (11, 12, 21–25); u syberyjskich i newskich corin uznano tylko dla czerni i błękitu. Zapis NEM nu 09 21 oznacza więc kota neva masquerade seal corin — i jednocześnie mówi Ci, że ten kot był badany.

Czego na rodowodzie nie znajdziesz (a szkoda)

To jest ten fragment, dla którego napisałam ten tekst. Czego oficjalny dokument nam nie powie?

Nie powie nic wprost o zdrowiu. Rodowód nie zawiera absolutnie żadnych medycznych wyników badań weterynaryjnych, obrazowych czy genetycznych. Testy w kierunku kardiomiopatii przerostowej (groźnej choroby serca), wielotorbielowatości nerek czy badania na nosicielstwo wirusów to osobne dokumenty. Trzeba o nie poprosić oddzielnie — najlepiej prosząc do wglądu o wyniki badań obojga rodziców, z pieczątkami lecznicy, datami i nazwą pracowni laboratoryjnej. Rzetelny hodowca pokaże je z dumą i bez wahania.

Jest od tego jeden wyjątek, o którym warto wiedzieć. Jeżeli federacja nałożyła na daną rasę obowiązkowy test genetyczny, jego wynik musi zostać odnotowany na samym rodowodzie albo w załączniku do niego. Dotyczy to na przykład devon rexów (test w kierunku wrodzonego zespołu miastenicznego) czy niebieskookich maine coonów (test genu PAX3). U kotów syberyjskich i neva masquerade FIFe takiego obowiązku nie nakłada — i właśnie dlatego przy tych rasach o wyniki trzeba dopytać osobno.

Nie powie nic o charakterze. Nawet najpiękniej brzmiące cztery pokolenia utytułowanych imion nie dadzą nam gwarancji, czy maluch będzie mruczącym pieszczochem, czy wycofanym kotem, który ze strachu przed gośćmi chowa się pod łóżko.

I przede wszystkim — rodowód nie mówi absolutnie nic o odchowaniu i socjalizacji. Druk z pieczątką nie odróżni kocięcia, które pierwsze, kluczowe tygodnie życia spędziło z rodziną w kuchni, przyzwyczajając się do hałasu odkurzacza, rozmów i domowego ruchu, od kocięcia trzymanego w izolacji za zamkniętymi drzwiami wolier. A uwierz mi, to jest różnica, którą będziesz bardzo boleśnie widzieć we własnym domu przez wiele kolejnych miesięcy.

Rodowód mówi, skąd kot pochodzi. Nie mówi, kim się stanie.

Mit: wezmę bez rodowodu, to będzie taniej

Kupujący często mówią: „ja chcę kota tylko do kochania, nie będę jeździć na wystawy, więc rodowód nie jest mi do niczego potrzebny, wezmę bez papieru, żeby było taniej”. To jeden z największych i najbardziej szkodliwych mitów, z jakim na co dzień mierzą się legalni hodowcy.

Ile w rzeczywistości kosztuje wyrobienie rodowodu? W legalnym polskim klubie zrzeszonym pod egidą FPL koszt wydania rodowodu dla jednego kocięcia to wydatek rzędu 40–50 złotych. W stosunku do całkowitej ceny rasowego kota jest to ułamek procenta.

Zatem jeśli ktoś proponuje Ci sprzedaż kota rasowego taniej bez rodowodu, to on wcale nie oszczędza na kawałku papieru i farbie w drukarce. Oszczędza na tym, że ten miot jest z punktu widzenia związku nielegalny. Kotka rodzi zbyt często, rodzice nie mają odpowiednich uprawnień hodowlanych, brakuje kosztownych badań genetycznych i obrazowych, opieki weterynaryjnej albo koty były trzymane w dramatycznych warunkach. Pseudohodowca po prostu nie ma prawa wystąpić o wydanie tego dokumentu, dlatego sprzedaje Ci iluzję, że „papier jest taki drogi”.

Jak w kilka minut zweryfikować związek hodowcy

Skoro wiemy już, że sam papier jest wart dokładnie tyle, ile organizacja, która go wydała, musimy potrafić tę organizację prześwietlić. To na szczęście zajmuje tylko kilka minut:

  1. Przeczytaj z rodowodu pełną nazwę organizacji, która go wystawiła. Nie skrót, nie zamazane logo — pełną, oficjalną nazwę.
  2. Sprawdź, czy ta organizacja figuruje na oficjalnej liście członków światowej federacji, do której rzekomo się odwołuje. Duże federacje mają jawne listy swoich klubów na stronach internetowych.
  3. Sprawdź numer organizacji w Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS). Legalnie i rzetelnie działająca organizacja społeczna ma tam swój wpis, z widoczną datą powstania, adresem i nazwiskami członków zarządu.
  4. Zapytaj hodowcę prosto w oczy, do jakiego klubu i federacji należy. Płynna, dumna odpowiedź i chęć wyjaśnienia zasad to bardzo dobry znak. Unikanie tematu to potężny sygnał ostrzegawczy.

Co na to polskie prawo?

Zastrzegam: z wykształcenia jestem chemiczką, a nie prawniczką. Podaję tu jednak dokładnie to, co ustawa mówi dosłownie, bez dorabiania własnych interpretacji.

Ustawa o ochronie zwierząt (artykuł 10a ustęp 2) stwierdza bardzo krótko: „Zabrania się rozmnażania psów i kotów w celach handlowych”. Chwilę później, w ustępie 6 tego samego artykułu, przewidziany jest jedyny wyjątek: zakaz ten nie dotyczy hodowli zwierząt zarejestrowanych w ogólnokrajowych organizacjach społecznych, których statutowym celem jest działalność związana z hodowlą rasowych psów i kotów.

To jest właśnie ten kluczowy przepis. Zauważ, że ustawa nie wymienia z nazwy żadnej konkretnej organizacji — podaje jedynie odgórne kryterium. Dlatego Twoje pytanie do hodowcy o to, w jakiej dokładnie ogólnokrajowej organizacji jest zarejestrowany, absolutnie nie jest czepialstwem. To weryfikacja tego, czy działalność, którą właśnie wspierasz własnym portfelem, jest w Polsce legalna.

Ustawa (artykuł 10a ustęp 1 punkt 3) zakazuje również wprowadzania do obrotu psów i kotów poza miejscami ich chowu lub hodowli. Wtóruje mu artykuł 10b, który zakazuje nabywania zwierząt w ten sposób. Mówiąc po ludzku: kota masz obejrzeć i odebrać w domu, w którym się urodził, a nie z bagażnika na stacji benzynowej w połowie drogi.

Kara grozi obu stronom, nie tylko sprzedającemu

W internecie powtarza się, że sankcja karna dotyczy wyłącznie hodowcy. To nieporozumienie, które bierze się z czytania jednego przepisu zamiast dwóch. Przepis karny z artykułu 37 ustęp 1 wylicza naruszenia artykułu 10a ustępy 1–3 i rzeczywiście nie wymienia artykułu 10b. Ale kupujący ma swój własny przepis: artykuł 37e stanowi, że kto narusza zakazy z artykułu 10b ustęp 1, podlega karze grzywny. Nabycie kota poza miejscem jego chowu lub hodowli jest więc wykroczeniem — po obu stronach transakcji.

Trzy liczby, które musisz zapamiętać z tego tekstu

CZTERNAŚCIE TYGODNI. Zgodnie z aktualnym regulaminem hodowlanym FIFe (paragraf 2.3.3) żadne kocię nie może opuścić domu hodowcy przed ukończeniem pełnych 14 tygodni życia. Musi być też w pełni zaszczepione przeciwko panleukopenii, kaliciwirozie i herpeswirozie — w praktyce oznacza to dwie dawki szczepienia pierwotnego, chyba że lekarz weterynarii zaleci inaczej. Jeżeli hodowca proponuje Ci odbiór uroczego, ośmiotygodniowego maluszka i jednocześnie obiecuje rodowód FIFe, to te dwie rzeczy po prostu wzajemnie się wykluczają.

JEDEN MIKROCZIP. Każde rodowodowe kocię musi być trwale oznakowane mikroczipem przed wydaniem, a jego numer musi być bezwzględnie wpisany lub wklejony do rodowodu. Numer z dokumentu i numer, który czytnikiem odczyta Twój lekarz weterynarii na pierwszej wizycie, muszą się kropka w kropkę zgadzać. To najprostszy, podstawowy test tożsamości kota.

CZTERY POKOLENIA. Prawdziwy rodowód pokazuje cztery pełne pokolenia wstecz. Nie dwa, nie trzy i nie ładnie narysowane drzewko z kilkoma zmyślonymi imionami.

Podsumowanie

Rodowód jest potężnym narzędziem i naprawdę warto umieć go czytać, ponieważ to jedyna część procesu zakupu, która daje się bez emocji, na zimno sprawdzić w rejestrach. Służy on jednak wyłącznie do weryfikacji genetycznego pochodzenia i przynależności kota do określonego systemu.

O tym, w jakich warunkach kot faktycznie dorastał, nie dowiesz się z żadnego oficjalnego certyfikatu. Dowiesz się tego wyłącznie na podstawie tego, co sami zaobserwujemy w mieszkaniu hodowcy, w jakiej kondycji jest kocia mama, i — przede wszystkim — z tego, jak wnikliwe i pełne autentycznej troski pytania hodowca zada Tobie.

Źródła

  1. Fédération Internationale Féline (2026). FIFe Breeding & Registration Rules (wydanie 01.07.2026), § 2.3.3, § 3.3, § 3.4, § 4.2, § 4.3, § 4.5, § 5.1.2.4
  2. Fédération Internationale Féline (2026). FIFe EMS System (Easy Mind System), Wydanie 01.07.2026
  3. Fédération Internationale Féline (2025). CORIN „u” — registration rules for SIB/NEM and BLH/BSH, Dokument rejestracyjny FIFe; obowiązuje dla SIB/NEM od 01.06.2025
  4. Beauvois, H., Dufaure de Citres, C., Gache, V. & Abitbol, M. (2021). Siberian cats help in solving part of the mystery surrounding golden cats, Animal Genetics, 52(4), 482–491doi:10.1111/age.13076
  5. Sejm Rzeczypospolitej Polskiej (2026). Ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt, Tekst jednolity; art. 10a, art. 10b, art. 37, art. 37e
  6. Felis Polonia (2026). Polska Federacja Felinologiczna Felis Polonia — o federacji, felispolonia.eu

Częste pytania

Czy rodowód kota gwarantuje, że zwierzę jest zdrowe?

Nie. Rodowód nie zawiera żadnych wyników badań weterynaryjnych, obrazowych ani genetycznych. Testy w kierunku kardiomiopatii przerostowej, wielotorbielowatości nerek czy nosicielstwa wirusów to zupełnie osobne dokumenty, o które trzeba poprosić oddzielnie — najlepiej o wyniki obojga rodziców, z datami, pieczątką lecznicy i nazwą laboratorium. Rodowód zaświadcza o pochodzeniu kota i o tym, w jakiej organizacji zarejestrowany jest hodowca. To dużo, ale to co innego niż gwarancja zdrowia.

Co oznacza kod EMS na rodowodzie, na przykład NEM n 09 21?

EMS to Easy Mind System, opisowy system zapisu stosowany przez FIFe. Wielkie litery to skrót rasy, mała litera to kolor podstawowy, a kolejne liczby oznaczają ilość bieli, wzór na sierści i kolor oczu. NEM n 09 21 czyta się więc tak: neva masquerade, kolor seal (kod n), nieokreślona ilość bieli, wzór pręgowany. Koloru oczu się nie dopisuje, bo wszystkie newskie maskaradowe mają z definicji oczy niebieskie.

Ile kosztuje wyrobienie rodowodu dla kocięcia?

W legalnym polskim klubie zrzeszonym w Felis Polonia to wydatek rzędu 40–50 złotych za kocię, czyli ułamek ceny kota rasowego. Dlatego propozycja „taniej, ale bez papierów” nie jest oszczędnością na dokumencie. Zwykle oznacza, że miot jest z punktu widzenia związku nielegalny: kotka rodzi zbyt często, rodzice nie mają praw hodowlanych albo zabrakło wymaganych badań.

Od ilu tygodni kocię z rodowodem FIFe może trafić do nowego domu?

Regulamin hodowlany FIFe (paragraf 2.3.3) mówi jednoznacznie: kocię nie może trafić do nowego domu przed ukończeniem 14 tygodni i musi być w pełni zaszczepione przeciwko panleukopenii, kaliciwirozie i herpeswirozie, chyba że lekarz weterynarii zaleci inaczej. Musi też być oznakowane mikroczipem, a jego numer ma być wpisany do rodowodu. Propozycja odbioru ośmiotygodniowego kocięcia z obietnicą rodowodu FIFe to sprzeczność sama w sobie.